Osiem rodzajów pośredników

Pośrednicy to bardzo ciekawa grupa zawodowa. Pracują bez etatów, w nietypowych godzinach, w stresujących warunkach. To musi pozostawiać wyraźne ślady na ich psychice! Część z adeptów sztuki pośrednictwa rezygnuje pod naporem przeciwności losu, ale część pozostaje w branży. Żeby nie zwariować, przyodziewają jedną z zawodowych masek. Poniżej siedem takich zróżnicowanych osobowości. Którym rodzajem pośrednika Ty jesteś?

Profesor.

Ten gość wie wszystko. Może i skończył liceum, ale przecież ma kurs, a z kursu certyfikat! Pożyczył od brata, bo sam chwilowo nie ma kasy na swój kurs, ale przecież brat mu wszystko opowiedział. Mieszkania, domy, działki, hale magazynowe, dworki i pałace… dla niego nie ma nieruchomości bez tajemnic. Nic dziwnego, bo na rynku działa tak długo, że sam już nie pamięta od kiedy. Biorąc pod uwagę jego słabą pamięć musi to być co najmniej 14 tygodni. Sam przyznasz, że jak na branżę nieruchomości to wyjątkowo bogate doświadczenie, prawda? Każdemu klientowi jest w stanie wytłumaczyć, że tylko jego metody pracy są prawidłowe i tylko on odnosi na rynku sukcesy. Za sukcesami idą olbrzymie pieniądze. Oczywiście o ile ktoś zawistny nie będzie działał przeciwko niemu. Ostatnio zrobił tak notariusz, który nie chciał sporządzić zaświadczenia do najmu okazjonalnego na kiosk. Taka kasa poszła w piach! Ale on się jeszcze odkuje.

Oszczędny.

On już wie, że praca w nieruchomościach jest trudna. Wie, że zarobki nie są stabilne. Wie, że przetrwa tylko wtedy, gdy ograniczy do minimum zbędne koszty. Najpierw zrezygnował z biura, bo właściciel lokalu chciał za dużo kasy. Próbował pracować z mieszkania, ale i tutaj nie wyszło. Chudy kwartał, bo przecież na rozgrzanym rynku to tylko deweloperzy sprzedawali, więc musiał wrócić do mamy. Całe szczęście jego pokój na niego czekał, a skoro biurko nadawało się do nauki w gimnazjum, to i do pracy w nieruchomościach się sprawdzi. Wie, że jego klienci też nie lubią dużo wydawać, więc pobiera od nich minimalną prowizję. Żeby nie naciągać ich na zbędne koszty chętnie wykorzystuje ich zdjęcia w swojej ofercie. Ostatnio jakiś uparty właściciel chciał nowych zdjęć, więc pozysk nie wyszedł. Przecież każdy normalny człowiek wie, że Nokia 3310 nie ma aparatu! I znów będzie miesiąc bez transakcji. Myślał, że chociaż wojna wyjdzie mu na zdrowie, bo będzie jeździł komunikacją udając uchodźcę z Ukrainy. Niestety pomylił „Dzień dobry” z „Russkij wojennyj korabl, idi nach*j”. Kanar nie dał sobie wytłumaczyć. Może chociaż ZUS coś zapłaci za L4?

Gwiazda.

Gwiazda to kobieta. Co oczywiste żaden facet nie może być gwiazdą w nieruchomościach, bo oni nie wyglądają dobrze na instagramie. Gwiazda zajmuje się tylko najlepszymi i najładniejszymi nieruchomościami. Uważa, że dziwnym zrządzeniem losu tylko w tych najdroższych dobrze wygląda, a i one wyglądają lepiej dzięki jej osobie. Chwilowo ma zły humor. Właściciel apartamentu chciał się zapoznać z jej portfolio nieruchomości przed podpisaniem umowy. Głupek nie rozumiał, że cały album dobrych fotek na insta to najlepsze portfolio! Uparł się, że to są jej zdjęcia, a nie zdjęcia nieruchomości z jej oferty. Przecież jak by chciała robić sobie zdjęcia to by robiła w swojej łazience, a nie chodziła po obcych domach. Każde jest z innej nieruchomości, a ona po prostu musi na nich być, bo swoją osobą podnosi ich wartość. Sam nos kosztował 15 tysięcy, a o tyłku nawet nie wspomnę! Przecież to zdecydowanie duża wartość.

Ewangelista.

Ten świetnie rozumiał by się z Profesorem, gdyby nie to, że Profesor jest głupi. Przecież to on lepiej wie jak powinien wyglądać rynek, aby wszyscy byli na nim szczęśliwi. Przede wszystkim płacić pośrednikowi powinien ten, kto chce płacić. A jak ktoś nie chce płacić? No to nie płaci! Co prawda ostatnio większość jego klientów nie chce płacić, ale chociaż koszty marketingu będzie mógł ograniczyć, bo przychodzą z polecenia. Co prawda konkurencja zarabia lepiej, ale on uważa że zmuszanie klienta do płacenia za usługę to patologia tak wielka jak prostytucja. On przecież nie jest pośrednikiem dla pieniędzy, a dla przyjemności! Już niedługo zrobi szkolenia ze swojego modelu pracy. Te już będą płatne, bo w końcu na czymś trzeba zarabiać.

Mentor.

Ten typ pośrednika to prawdziwa rzadkość! On pracował w tej branży jeszcze wtedy jak Alaska nadal należała do Rosjan. Sam by ją sprzedał, ale chwilowo nie miał z kim dziecka zostawić. Pracuje na rynku tak długo, że wszystko już widział i wszystko już robił. No, może nie sam, ale na pewno zna kogoś, kto zna kogoś… Ostatnio robi mniej transakcji, bo już nie musi. On już sprzedawał. Ostatnio garaż z zasobu spółdzielni, bo poznał prezesa na pogrzebie kolegi z klasy. Biedny Marek… już 20 lat nie ma go z nami. Teraz trafiła mu się nie lada gratka. Spotkał w markecie człowieka z dziwnym akcentem, który szukał mieszkania w okolicach ambasady. Tak się szczęśliwie złożyło, że w kalendarzu z 1977 roku znalazł właściwy kontakt. Cena była świetna, więc chciał od razu umówić notariusza. Niestety w miejscu, gdzie było państwowe biuro notarialne teraz są delikatesy. No i co on teraz ma zrobić jak w kalendarzu nie ma zapisanego kontaktu do innego notariusza? Trudno. Poczeka na kolejny pogrzeb. Może uda się na nim poznać jakiegoś nowego rejenta…

Maruda.

To mój ulubiony typ pośrednika. Nic dziwnego, bo trudno nie lubić samego siebie. Żeby tylko inni dali się choć trochę lubić tak, jak i on. No niestety. Nie dają się lubić. I co zrobisz? Nic nie zrobisz. Chodzą, żyją i wkurzają człowieka. Najbardziej wkurzają go inni pośrednicy. Najpierw wkurzają go tym, że przyjmują oferty, które on by chciał przyjąć. Potem wkurzają go tym, że robią złe oferty. Potem nie odbierają telefonów. Na końcu nie oddzwaniają. Może i lepiej, bo jak by któryś oddzwonił, to znów by go wkurzył? Za to klienci dzwonią. Bez opamiętania. Ci do południa nie rozumieją, że dzwonią za wcześnie i pośrednictwo nie polega na wczesnym wstawaniu. Ci po południu chcą się od razu spotykać i oglądać. Jak by na zdjęcia popatrzeć nie mogli. Niektórzy nawet do notariusza chcą się umawiać, tylko jak na złość wybierają kancelarię na drugim końcu miasta. Coraz częściej myśli o tym, aby się w końcu zwolnić. Wtedy spadł by mu w końcu kamień z serca! Póki co pracuje nadal, bo się boi, że ten kamień mógłby mu co prawda z serca spaść… ale na nogę.

Uczeń.

Uczeń to najbardziej pokorny spośród wszystkich rodzajów pośredników. On zdaje sobie sprawę, że jeszcze daleka droga przed nim, aby zostać prawdziwym pośrednikiem. Wie też, że droga ta nie będzie usłana różami. Żeby mieć dobry start już od kilku lat wybiera się na branżowe śniadania, szkolenia, konferencje, webinary, akademie. Tylko tam może poznać innych pośredników i ich sposób pracy, a jak wykład jest nudny to przecież zawsze można wyjść na fajkę w ciekawym gronie. W sumie to jedyne co pamięta z tych ostatnich szkoleń. Był na fajce. To miłe wspomnienie, bo przypomina mu podstawówkę. Tylko w podstawówce alkoholu jeszcze nie było. Na jednych szkoleniach usłyszał, że nie musi współpracować z każdym klientem i to bardzo utkwiło mu w głowie. To ważne dla niego hasło, bo w sumie za dużo klientów to on nie ma. Zaczyna podejrzewać, że klienci nie jeżdżą na szkolenia dla klientów i nie wiedzą jak reagować na jego nowonabyte umiejętności, kiedy on zaczyna ich używać. Podczas kolejnej konferencji zgłosi postulat, aby takie szkolenia koniecznie powstały!

Młody.

W każdej firmie jest jakiś młody. To dobrze, bo jest kogo wysłać po dokumenty do sąsiedniego województwa, ale też i niedobrze, bo kiedyś z nimi wróci i znów będzie zadawał pytania. Co gorsze jego osobowość zupełnie nie pasuje do branży nieruchomości. Wchodzi rano do biura zadowolony i pyta czy komuś kawy nie zrobić. Przecież w tym biurze od roku kawy już nie ma! W sumie to i szefa nie ma od roku, więc skąd się ten Nowy wziął? Mówi, że z Radomia. Kawę też przyniósł. Dziwny jakiś. Mówi, że ta praca to dla niego życiowa szansa. Jeszcze z miesiąc i może mu w końcu przejdzie? Może przestanie zadawać pytania i będzie w końcu mógł się skoncentrować na pracy. On za nic nie rozumie, że telefon do klienta, który rzuca słuchawką to obowiązek każdego pośrednika! Ten dzwoni i się uśmiecha jak debil do telefonu, a potem na jakieś spotkania jeździ. Nic z niego nie będzie. No, może poza tą kawą.

Dodaj komentarz