Strefa.pro

3 sposoby na oszustwo w nieruchomościach

Właśnie minął tydzień, a mnie trzy razy chciano oszukać. Nie, nie na wnuczka, bo na szczęście na babcię nie wyglądam. Nawet miło mi się zrobiło, że wszystkich pocisków zawistnego losu udało mi się skutecznie uniknąć. Nie zmienia to faktu, że zapewne kilka osób dało się w tym czasie naciąć. Potraktujmy więc ten tekst, jako możliwość uczenia się na zbiorowych błędach uczestników rynku nieruchomości. 

Pierwsza była próba sprzedaży mieszkania, którego nie ma. Znajomy inwestor poszukuje mieszkania w konkretnej lokalizacji. Przesyłamy sobie wzajemnie oferty, które wpadną nam w oko. W jednej z wiadomości dostałem ofertę biura nieruchomości. Na zdjęciach wyglądało to całkiem nieźle: lokalizacja ok i cena najlepsza ze wszystkich rynkowych ofert. Inwestor od razu pyta, czy znam to biuro i czy będą oni chętni do współpracy. Ja nie znam, ale od czego są współpracownicy? Krótka wymiana zdań, i już wszystko jasne. Rzekome biuro nieruchomości okazuje się być dobrze uknutą intrygą. W sieci można znaleźć informacje o niezwróconych pożyczkach zaciąganych przez prezesa firmy, a opinie wyraźnie świadczą o tym, że oferowane nieruchomości nigdy nie istniały. Przesyłam do inwestora link z artykułem. On następnego dnia odpowiada, że poszukał trochę dokładniej i zdjęcia z interesującego nas mieszkania całkowitym przypadkiem po raz pierwszy pojawiły się w sieci podczas sprzedaży mieszkania w Poznaniu. No cóż, trudno domniemywać, że ktoś się pomylił skoro weryfikowane przez nas biuro nieruchomości działa tylko w Warszawie. Jak mógł wyglądać dalszy scenariusz? Tak jak zawsze w takich przypadkach: chcesz oglądać, zapłać za adres. Zapłaciłeś? No to teraz poszukaj. Mieszkania którego nie ma, pod adresem który też może nie istnieć, od kogoś kto nigdy nie planował sprzedaży.

Drugie oszustwo udało się mi rozpoznać całkowitym przypadkiem. Przeglądając ogłoszenia trafiłem na kawalerkę w świetnej cenie. Ogłoszenie dopiero co dodane, lecz dziwnym trafem telefon sprzedającej milczy. Piszę SMSa i czekam. Mija dzień, efektów brak. Skoro mi się nie udało, to może ktoś inny się dodzwoni? Koleżance z biura też się nie udaje, ale ogłoszeniodawczyni odpisuje. Twierdzi, że jest kierowcą samochodu ciężarowego, właśnie wraca z trasy. Mieszkanie może pokazywać następnego dnia od samego rana. Jeśli jesteśmy poważnie zainteresowani to możemy od razu przelać 500 zł zwrotnego zadatku i jednocześnie zarezerwować sobie możliwość oglądania w pierwszej kolejności. Tutaj jeszcze czerwona lampka mi się nie zapaliła, bo ludzie mają różne pomysły i czasem stosują bardzo dziwne strategie przy sprzedaży. Miałem wcześniej umówione spotkania, więc jadę w teren. Wracam już późno, więc żeby nie niepokoić koleżanki piszę sam SMSa do sprzedającej. W odpowiedzi dostaję ten sam tekst o kierowcy ciężarówki i zwrotnym zadatku. Jedyna różnica to dzień w którym mieszkanie można oglądać, oraz dzień w którym kierowca wraca do bazy. Wszystko staje się jasne. Właśnie zarobiłem 500 zł.

Nauczony złymi doświadczeniami postanawiam lepiej przyglądać się atrakcyjnym ofertom. W najnowszej spośród tych, które trafiają w moje ręce atrakcyjna jest nie tylko cena i lokalizacja, ale nawet osoba sprzedającej. Atrakcyjne zdjęcia atrakcyjnej dziewczyny to miły dodatek, do poszukiwanego mieszkania i na pewno zwiększają chęć na spotkanie „w terenie”. Niestety niewiasta trafiła na mnie. Jej konto jest fałszywe. Nie widać tego na pierwszy rzut oka, ale dla kogoś kto zajmował się marketingiem jest to niemalże oczywiste. No cóż, znam kilka osób które posługują się takimi kontami tylko po to aby nie płacić swoimi prywatnymi danymi za „darmowego” facebooka, więc jeszcze się nie zrażam. Dzwonię. Dziewczyna twierdzi, że mieszkanie jest własnością jej kuzyna, ale on nie ma czasu na sprzedaż. Zadaję podstawowe pytania i wszystko jest ok. Dziwi mnie tylko powtarzane kilka razy pytanie, czy jestem pośrednikiem. Za każdym razem odpowiadam tak samo: jestem, jednak ten zakup dokonywany będzie bez pośrednictwa na rzecz spółki. Po skończonej rozmowie dostaję SMSa z pytaniem w jakich okolicznościach wyobrażam sobie dokonanie transakcji. Odpisuję, że w notarialnych. Dodaję, że będzie dołączone pełnomocnictwo do zakupu lub prokura. Telefon zaczyna dzwonić. Rozpoznaję numer dziewczyny z ogłoszenia, lecz głos nie ten. „Dlaczego straszy Pan naszą pracownicę jakąś prokuraturą?” – brzmi pytanie-zarzut. Jak już mam kogoś na stanowisku pod telefonem to i ja zadają pytania. Kto sprzedaje? Spółka. Jaka? Nie powiem. A gdzie kuzyn? Nie ma. To może numer Księgi Wieczystej? Nie ma. Czemu? Bo grunt nieuregulowany. Na tym rozmowa się kończy. Nos słusznie mi podpowiadał, że w internecie ładne dziewczyny można znaleźć tylko na płatnych stronach. Jeśli któraś wygląda atrakcyjnie poza nimi to zapewne jest to jakiś podstęp. Tym razem chcieli mnie biednego i nieświadomego namówić na zakup mieszkania stojącego na nieuregulowanym gruncie. Nie skusiłem się. Nie żałuję.

Co robić? Jak żyć? To zależy czy lubisz odrobinę szaleństwa w swoim życiu. Ja lubię. Będę szukał dalej. Mimo to wszystkie ogłoszenia z próbami wyłudzenia i innymi oczywistymi oszustwami zgłaszam portalom do usunięcia. Ciebie też do tego namawiam.

Krzysiek Derdzikowski

Krzysiek Derdzikowski

Z rynkiem nieruchomości związany od 2006 roku. Doświadczenie zbierał podczas pracy dla największego biura nieruchomości w kraju, jak i podczas rozwijania lokalnych oddziałów kilku nowych firmy w branży. Aktualnie Manager Ds. Strategii I Relacji Inwestorskich w Tur Nieruchomości. Autor branżowych tekstów i poradników w lokalnych mediach internetowych oraz drukowanych. Pośrednik, doradca, szkoleniowiec. Prywatnie fan nowych rozwiązań IT w branży nieruchomości i marketingu internetowego.

Dodaj komentarz