Strefa.pro

Był sobie deweloper

Był sobie deweloper. Duży, prężnie działający, z własną firmą budowlaną. Teraz nie ma dewelopera. Jest za to syndyk i poszukiwanie majątku po upadłym deweloperze. Z milionowych zarobków pozostały milionowe długi. A wszystko przez posługiwanie się jednym wzorem umowy na każdą okazję.

Historia zaczyna się w okolicach mistrzostw europy w piłce nożnej, które to były organizowane w Polce oraz na Ukrainie. W tym czasie wystarczyło kupić Volkswagena Transportera i założyć firmę aby czuć się przedsiębiorcą. Łapanie w żagiel wiatru z gigantycznych inwestycji nie było trudne. Oczywiście czym większy żagiel, tym i większe korzyści. Jedna ze spółek deweloperskich również postanowiła skorzystać z większych zamówień w sektorze budowlanym. Mieli własną spółkę-córkę pod swoje inwestycje, więc poszukali dla niej dodatkowych zleceń. W sektorze prywatnym wynagrodzenia nie były najlepsze, więc zgłosili się do kilku przetargów. Spodobały im się w szczególności zlecenia z grupy PKP.

Praca opierały się na stałym schemacie. Deweloper wykonuje prace za które dostaje wynagrodzenie. Wynagrodzenie wypłacane jest w transzach po każdym z etapów. Potwierdzeniem zakończenia każdego z etapów jest odbiór robót wykonywany przez zamawiającego. Opóźnienia oznaczają poważne kary, gdyż inwestycja realizowana jest z udziałem środków z Unii Europejskiej. Każdemu zależy aby jak najszybciej środki skonsumować, więc opóźnień nie ma i prace idą wzorowym tempem.

Sielanka trwała, prace również. Wynik zgadzał się po każdej ze stron. Deweloper coraz częściej był zapraszany na uroczystości związane z oddawaniem kolejnych inwestycji, a ranga zaproszonych gości rosła z każdym spotkaniem. Pech chciał, że zakończenie kolejnego etapu zbiegło się z wizytą mało znanego, lecz dość ważnego polityka. Został on zaproszony do stołu i przedstawiony jeszcze przed Panem Deweloperem. Ten poczuł się dotknięty, więc postanowił ustalić kim jest ów tajemniczy polityk. Niestety zabrał się do tego w niewłaściwy sposób. Mógł przecież przejrzeć wzmianki prasowe, zajrzeć do internetu, lub poprosić sekretarkę aby zrobiła to za niego. Zamiast tego donośnym głosem zapytał: „A co to za ch*j?”. Pan Penis (czyli tajemniczy polityk) nie poznał się na wyśmienitym żarcie dewelopera i postanowił uczynić z niego swojego prywatnego wroga.

Deweloper nie bał się napływających do niego informacji, że Pan Penis szykuje się z odwetem za potwarz jakiej doświadczył. W radzie nadzorczej zatrudniał kilku osobników o przeszłości bujnej i łatwej do ustalenia po zajrzeniu do akt IPN. Myślał, że to mu wystarczy jako skuteczna tarcza przeciwko atakom władz. Niestety pomylił się.

Dziwnym trafem nie udało mu się wygrać dwóch kolejnych przetargów a ostatnia umowa jaką podpisał dotyczyła tylko prac remontowych na jednym z większych dworców kolejowych. Przystąpił do prac, zatrudnił podwykonawców i udał się na wakacje. Po powrocie zobaczył na swoim biurku stos niezapłaconych faktur jakie jego spółka wystawiła na rzecz PKP i stos faktur, które on musi zapłacić na rzecz podwykonawców. Szybko wezwał prawnika i zażądał wyjaśnień. Okazało się, że PKP nie płaci, gdyż prace nie zostały odebrane. Nie ma protokołu z odbioru, więc nie ma podstaw do wypłaty wynagrodzenia. Specyfika zlecenia była taka, że dworzec musiał cały czas funkcjonować, więc deweloper nie miał możliwości prawnych aby zmusić inwestora do odbioru prac.

Czy brak odbioru prac był wynikiem działań urażonego polityka? Tego możemy się tylko domyślać. Wiem za to z całą pewnością, że prawnik nie jest już kolegą Pana Dewelopera. Byli nawet przeciwnymi stronami podczas sporu w sądzie. Deweloper pozwał kogo tylko mógł aby bronić swojej firmy i swojego majątku. Udało mu się to tylko w części. Pozostał ze skromną działką składającą się z dwóch wsi oraz sporym udziałem w deweloperskiej spółce-córce, który już wcześniej był przepisany na jego małżonkę. Jestem pewien, że nauczył się iż posługiwanie się tym samym wzorem umowy na każdą okoliczność nie jest dobre dla interesów. Niestety mam równie mocną pewność, że nie zmienił swojego podejścia w sposobie pozyskiwania informacji o osobach z jego otoczenia. Próbował kiedyś zapytać o informacje na temat klienta którego reprezentowałem. Treść jego umów uległa zmianie, ale treść pytania o osoby w otoczeniu niestety nie.

Krzysiek Derdzikowski

Krzysiek Derdzikowski

Z rynkiem nieruchomości związany od 2006 roku. Doświadczenie zbierał podczas pracy dla największego biura nieruchomości w kraju, jak i podczas rozwijania lokalnych oddziałów kilku nowych firmy w branży. Aktualnie Manager Ds. Strategii I Relacji Inwestorskich w Tur Nieruchomości. Autor branżowych tekstów i poradników w lokalnych mediach internetowych oraz drukowanych. Pośrednik, doradca, szkoleniowiec. Prywatnie fan nowych rozwiązań IT w branży nieruchomości i marketingu internetowego.

Dodaj komentarz