Strefa.pro

Pośrednicy w mediach społecznościowych

Kiedyś nie było internetu. Było łatwiej. Jedynie bliska rodzina i przyjaciele wiedzieli, że jesteś głupcem. Teraz wiedzą o tym wszyscy znajomi z Facebooka. Obserwujący z Instagrama i Twittera też wiedzą. Ci z Linkdeina i Goldenline mogą nie wiedzieć, bo tam piszesz tylko o sprawach zawodowych, ale jestem pewien że się domyślają. Kiedyś spojrzałbyś w lustro i zadał sobie pytanie co jest nie tak? Dziś musisz spojrzeć na swoje profile w mediach społecznościowych. Najlepiej zrób to od razu. Może uda Ci się uratować resztki godności?

Zanim poszukamy lekarstwa na internetową głupotę wróćmy do jej korzeni. Dawno, dawno temu, i wcale nie za siedmioma górami i siedmioma rzekami, bo u nas, na naszym rynku, aby sprzedać bądź kupić nieruchomość trzeba było „wiedzieć”. Wiedza o sprzedających i kupujących należała w głównej mierze do osób trudniących się zawodowo plotkami. Czasem można było się czegoś dowiedzieć z gazety, ale zazwyczaj lepiej sprawdzał się sołtys lub listonosz. Osoby skupujące nieruchomości zapraszały listonosza na „kieliszek chleba” po ciężkim dniu pracy, a raczkujący pośrednicy kupowali grube zeszyty na notatki i reklamowali się na całych stronach lokalnych gazet. Potem nastała era internetu. Najpierw zaczęto reklamować swoje usługi. Koniecznie ze wskazaniem miejsca prowadzenia działalności. Kliencie, przyjdź do mnie, a wszystko ci powiem! Klienci przez chwilę przychodzili, lecz szybko dotarło do nich, że zelówki też kosztują, a internet to nie tylko słup reklamowy, ale i świetne miejsce na wymianę informacji. Triumfy zaczęły święcić internetowe portale z ogłoszeniami. O ile inwestorzy polujący na okazje nadal świetnie czuli się w towarzystwie listonosza, to pośrednicy musieli przenieść się tam, gdzie są ich klienci. Mnogość konkurencyjnych ofert wymusiła podniesienie jakości ofert, dodanie do nich zdjęć, a z czasem stosowanie kwiecistych opisów czy zabiegów stylistycznych grzejących serca czytających lepiej niż niedziałający kominek w sprzedawanym mieszkaniu. Klienci przez pewien czas reagowali na taki rodzaj reklamy, ale coraz częściej czuli się oszukani. W internecie obiecywano im wybór spośród najlepszych apartamentów świata, a w praktyce mogli wybrać czy rano obudzi ich Pan Mietek nocujący na klatce schodowej, czy smog tak gęsty, że w gorsze dni sam zaczyna pukać do okien z nadzieją na łyk świeżego powietrza. Źle rozumiany marketing i nieuczciwa reklama odniosły swój skutek. Pośrednicy po raz kolejny stracili zaufanie klientów. Co na to ci drudzy? Skoro nie mogli ufać marnującym ich czas pośrednikom wrócili do podstaw. Zaczęli pytać o opinie mądrzejszych znajomych i rodzinę. Świetnym narzędziem do takich pytań okazały się media społecznościowe. Jednym postem można zapytać o ciekawe mieszkanie w okolicy nie tylko listonosza, ale i Panią Helenkę z magla, czy wujka Kazka, który to przecież wszystkich zna. Niestety ta mniej lubiana część rodziny też zarobiła w końcu na internet i zaczęła o sobie przypominać w najmniej odpowiednich momentach. „Moja ciotka to ma takie mieszkanie jak Pan szuka, ale ona to ma długi to ja nie wiem czy ona tak dużo może wziąć jak Pan daje” – po takiej rekomendacji nie chciał bym być „ciotką”. Wysyp podobnych „poleceń” ściągnął do mediów społecznościowych również znaczną część inwestorów. Łatwiej i zdrowiej dla wątroby jest zapytać kogoś na Facebooku, czy nie zna jakiegoś zadłużonego mieszkania, niż siedzieć kolejny tydzień z flaszką u listonosza i udowadniać jego żonie, że wasz związek jest czysto biznesowy. Inwestor z pośrednikiem zaczęli spotykać się w internecie a żona listonosza mogła w końcu wrócić z kanapy do łóżka. Nasza historia dotarła do czasów współczesnych.

Skoro wystarczy mieć dobrą opinię w internecie aby zacząć więcej sprzedawać, to pojedźmy na szkolenia z promowania samych siebie i naszej wspaniałości w mediach społecznościowych, a będziemy mieli więcej kasy niż Escobar koksu! Niestety nie. Jedyną stroną, która wyszła z tych szkoleń z kasą (a sądząc po energii wystąpień czasem i z koksem w nosie) okazali się szkoleniowcy. Ich wysiłek edukacyjny najcelniej podsumował Dominik Mazur podczas jednej z edycji Recampu: „Pierdolenie. Mówią Wam co macie zrobić, ale nigdy nie mówią dlaczego”. Lepiej zarabia się na serii porad dotyczących tego jak zamieszczać trzy razy dziennie posty na fejsbuczku niż na wytłumaczeniu komuś w jaki sposób skutecznie wykorzystać social media do budowy wizerunku i komunikacji z potencjalnymi jak i obecnymi klientami. Ciężko uwierzyć Dominikowi? To samo mówi Simon Sinek (nie kojarzę bardziej racjonalnie wypowiadającego się osobnika aby podać go za przykład). Zacznij od zadania sobie pytania: dlaczego?

Dlaczego powinienem być w social mediach? To oczywiste. Tam są moi klienci. Chcę być tam gdzie oni, aby mogli się o mnie dowiedzieć, abym mógł zbierać rekomendacje od znajomych, abym mógł kreować nowe okazje do zarabiania. Skoro w ten sposób odpowiedziałeś na pytanie, to znaczy że powinieneś traktować swoje konta w mediach społecznościowych tak samo jak firmową wizytówkę. Jeśli wolisz lajkować zdjęcia kotków czy też jesteś fanem profilu „Najlepsze dupeczki z Radomia” koniecznie zdecyduj się na konto prywatne. Co prawda na koncie służącym do budowania Twojej marki mile widziane będą prywatne pasje, ale nie mogą one zdominować całego przekazu, a ponadto nie mogą w jakikolwiek sposób budzić wątpliwości w oczach klientów. Przekaz dotyczący Twojej osoby musi być spójny a komunikacja czytelna dla odbiorców.

Dlaczego spójny przekaz i komunikacja są tak ważne? Wyobraź sobie osobnika, który na zdjęciu profilowym wygląda jak typowy Sebastian kibicujący Laktozie Łyszkowice. Dresy, race, HWDP i JP na 100%. Pan Sebastian włącza się w dyskusję na temat tego, co powinno obowiązkowo znaleźć się w komparycji aktu aby zabezpieczyć klienta podczas zakupu zadłużonej nieruchomości. Ma rację, ale nikt nie chce go słuchać, bo zapomniał wyskoczyć z dresu i wskoczyć w garnitur, w którym na co dzień urzęduje w swoim biurze jako jeden z lepszych w okolicy radca prawny. Chciał dobrze, wyszło jak zawsze.

Czy oby na pewno dobrze? Dlaczego udzielanie porad w mediach społecznościowych jest dla mnie korzystne? Skoro zależy Ci na zbudowaniu wizerunku eksperta, to musisz podzielić się odrobiną swojej wiedzy. Skąd klient ma wiedzieć, że jesteś ekspertem? Nie musisz rozwiązywać cudzych problemów, ale pokaż że potrafisz. Twoja pewność siebie będzie dla potencjalnego klienta warta równie dużo, co sama porada. Właśnie pewność i bezpieczeństwo są hasłami bardzo często powtarzającymi się w treści konsumenckich rekomendacji. Pośrednicy zdają się o tym nie wiedzieć, lub nie chcieć wiedzieć. Ich internetowe porady brzmią najczęściej: „przyjdź do biura”, „wiem, ale nie powiem”, „to grupa dla pośredników, a nie dla klientów”, „takim klientom nie pomagamy”. Jak klient może odczytać taki komunikat? Zapraszający do biura stosują metodą podobną jak cyganie pod centrami handlowymi. Znaleźli miejsce, gdzie jest dużo osób, ale wolą „zaatakować” w sytuacji sam na sam. Tak, aby klient nie miał możliwości wyboru, sprawdzenia, porównania. Być może sprzedasz komuś w ten sposób kiepskie perfumy w ładnym flakonie, ale interes na kilka czy kilkanaście tysięcy wymaga zbudowania zaufania. Chwalenie się wiedzą, którą nie chcesz się podzielić też go nie buduje. Nikt nie wie co tak na prawdę wiesz, ani czy potrafisz zastosować tą wiedzę w praktyce. Uchyl rąbka tajemnicy, a klient spojrzy na Ciebie przychylniejszym okiem. Nigdy nie mów mu, że to nie jest miejsce dla niego! Jeśli już przywędrował do Ciebie (do Twojej grupy w internecie lub do Twojego biura) to znaczy, że musiał mieć jakiś interes, a ponadto sam wykonał pierwszy krok. Postaraj się wykorzystać to na swoją korzyść. Powstrzymaj się od oceniania. Ktoś, kto wygląda jak Pan Sebastian z poprzedniego akapitu znów może okazać się dobrym fachowcem i świetnym klientem. Nie oceniaj po płci, wyznaniu, przekonaniach politycznych. Być może statystycznie wyborcy partii X są biedniejsi od wyborców partii Y, ale (znów statystycznie) mogą być dla Ciebie tak samo dobrymi klientami. Pamiętaj, że polityka i tematy światopoglądowe częściej dzielą niż łączą.

Dlaczego nie mogę masakrować lewaków? Nie jest ważne kogo „zmasakruje” Twój komentarz: lewaka, prawicowca, zwolennika centrum, monarchistę, demokratę czy zwolennika autokracji kierowanej przeze mnie. Bez względu na ilość polubień i serduszek nie uda Ci się zaimponować wszystkim. Nawet tak niszowa grupa jak osoby popierające mnie jako autokratycznego dyktatora również mogą być Twoimi klientami. To nie są gorsi klienci, tylko dlatego, że mają inne przekonania. Sprawdź statystyki poparcia dla partii politycznych. Nawet kilka procent spośród 35 milionów Polaków to grupa tak duża, że nie stać Cię na to aby wywiesić kartkę: „tych klientów nie obsługujemy”. Nie chowaj portfela, gdy ktoś chce Ci włożyć do niego pieniądze.

Dlaczego w mediach społecznościowych muszę zawsze być grzeczny i nikomu nie mogę dokuczać? Nie musisz być grzeczny. Absolutnie nie. Spójrz na Elona Muska. Palił trawkę podczas wywiadu transmitowanego na żywo. Akcje Tesli na chwilę spadły, ale ilość wzmianek o tym wydarzeniu zapewniła mu tak dobrą reklamę, że pewnie nawet Brand24 nie nadążyłby z monitoringiem sieci. Akcje szybko wróciły do normy. Spójrz na Michała Sadowskiego, czyli właściciela Brand24. Jego firma obsługuje klientów z całego świata, a dla Michała nie jest problemem aby wrzucić zdjęcie jak zajada się kebabem. Nic na tym nie traci, a zyskuje pozytywny wizerunek. Wizerunek biznesmena, który nie jest oderwany od rzeczywistości. Zwracaj uwagę na to w jakiej rzeczywistości przyszło Tobie żyć i pracować i nie trać z nią kontaktu. Czy powstrzymasz się od włączenia w pomoc dla schroniska dla zwierząt tylko dlatego, że gdzieś daleko wyznawcy islamu uznają psa za zwierzę nieczyste? Nie zrozumcie mnie źle, ale póki co widuję więcej zagłodzonych psów, niż smutnych wyznawców Allaha.

Przeczytaliście już prawie cały tekst. Kolejne pięć minut z życia stracone? Aby tak nie było (poza wartościami rozrywkowymi) rozwiążmy problem z początku tekstu. Jak nie być głupkiem w internecie? Najlepsza odpowiedź, to ta najprostsza: zachowaj zdrowy rozsądek. Traktuj innych tak, jak sam chciałbyś aby Cię traktowano. Nie słuchaj rad kołczów. Ucz się od specjalistów. Jeśli jesteś pracownikiem firmy pamiętaj, że Twoje wypowiedzi składają się również na opinię o niej, a pośrednio również na bezpieczeństwo Twojej posady. Nie da się obrazić na klientów i nadal działać. Nie w kapitalizmie. Jeśli jesteś właścicielem firmy stwórz politykę wykorzystania mediów społecznościowych w Twojej organizacji. Mądrzy pracownicy zrozumieją, a Ci drudzy… będziesz w końcu mógł ich zwolnić. Skoro nie chcą być mądrzy w sieci, to i w życiu nie będą.

Krzysiek Derdzikowski

Krzysiek Derdzikowski

Z rynkiem nieruchomości związany od 2006 roku. Doświadczenie zbierał podczas pracy dla największego biura nieruchomości w kraju, jak i podczas rozwijania lokalnych oddziałów kilku nowych firmy w branży. Autor branżowych tekstów i poradników w lokalnych mediach internetowych oraz drukowanych. Pośrednik, doradca, szkoleniowiec. Prywatnie fan nowych rozwiązań IT w branży nieruchomości i marketingu internetowego.

Dodaj komentarz